Recenzja krytyka · Tomasz Kożuch
Technologia, dinozaury i samotność. „65” jako surowe widowisko przetrwania
Połączenie zaawansowanej technologii z bezwzględnym środowiskiem ery mezozoicznej brzmi jak przepis na efektowny blockbuster, lecz duet Scott Beck i Bryan Woods wybiera ścieżkę skondensowanej narracji. Wspierani przez produkcyjny instynkt Sama Raimiego, twórcy odrzucają zbędną ekspozycję na rzecz czystego kina gatunkowego. Powstaje dzieło kameralne, w którym kosmiczny rozbitek staje do walki z absolutną potęgą prehistorycznej natury.

Recenzowany film
65 (2023)
Akcja · Przygodowy · Sci-Fi · 1h 33min
Zamiast budować skomplikowane uniwersum, Scott Beck i Bryan Woods stawiają na narracyjną ascezę. Reżyseria skupia się na ekonomii opowiadania: wyjściowa premisa, w której pilot z zaawansowanej cywilizacji na planecie Somaris rozbija się na nieznanym świecie tuż przed kosmicznym kataklizmem, stanowi jedynie sprawny pretekst do zbudowania zwartej opowieści o walce o byt. W sposobie prowadzenia akcji wyraźnie czuć rękę Sama Raimiego jako producenta. Spektakl przypomina klasyczne opowieści pulpowego science-fiction, gdzie tempo nie zwalnia, a napięcie budowane jest poprzez ciągłe, bezpośrednie zagrożenie.
Wyjątkowy walor realizacyjny filmu to zasługa przemyślanych zdjęć Salvatore Totino. Decyzja o rezygnacji z nadmiaru zielonego ekranu na rzecz naturalnych plenerów w lasach Luizjany oraz w Oregonie przyniosła doskonałe rezultaty. Prehistoryczna Ziemia nie sprawia wrażenia syntetycznej makiety; jest w obiektywie Totino surowa, wilgotna i autentucznie groźna. Oprawa wizualna dopracowana przez uznane studia VFX płynnie współgra z kompozycjami muzycznymi Chrisa Bacona i Danny'ego Elfmana. Ścieżka dźwiękowa sprawnie balansuje między organicznym brzmieniem orkiestry a futuryzującą elektroniką, akustycznie potęgując poczucie osamotnienia bohaterów.
Dźwigający ciężar całego spektaklu Adam Driver po raz kolejny udowadnia swoją aktorską wszechstronność. Jego Mills to postać naznaczona osobistą tragedią – motywacją do podjęcia niebezpiecznej misji była chęć zdobycia środków na leczenie chorej córki Nevine. Driver łączy w swojej kreacji dramatyczny wymiar z wymagającą sprawnością fizyczną. Partnerująca mu młoda Ariana Greenblatt w roli Koi tworzy z nim niezwykle wiarygodną relację. Fakt, że bohaterowie nie posługują się tym samym językiem, wymusił na aktorach operowanie gestem i mimiką, co nadało ich ekranowej więzi autentyzmu i emocjonalnej głębi.
Pod powłoką dynamicznego kina akcji twórcy przemycają uniwersalne motywy rodzicielskiej odpowiedzialności oraz przepracowywania straty. Relacja Millsa z dziewczynką staje się dla głównego bohatera formą emocjonalnego odkupienia i próbą odbudowy utraconego świata. Zderzenie wyrafinowanej, futurystycznej technologii z pierwotną siłą drapieżnych gadów stawia również pytania o granice przetrwania w konfrontacji z absolutną potęgą natury i nieuchronnością nadciągającej zagłady. W tym starciu technika bywa omylna, a decydująca okazuje się wola życia.
Mimo sprawnego wykonania film nie jest wolny od wad, na które słusznie wskazywała część krytyki. Scenariusz duetu Beck-Woods grzeszi prostotą i pewną schematycznością. Trudno nie odnieść wrażenia, że potencjał tak zarysowanego świata został zredukowany do serii powtarzalnych potyczek z kolejnymi gatunkami prehistorycznych stworzeń. Konstrukcja fabularna bywa zbyt pretekstowa, a skondensowany czas trwania nie pozwala na pełniejsze rozbudowanie tła świata przedstawionego ani głębsze rozwinięcie niektórych wątków pobocznych.
„65” to jednak propozycja skrojona precyzyjnie pod miłośników bezkompromisowego kina przetrwania, którzy doceniają tradycyjnie realizowane widowiska sci-fi z wyrazistym aktorstwem. To solidny reprezentant gatunku, który choć nie rewolucjonizuje formy i nie unika utartych kolein, dostarcza rzetelnej, trzymającej w napięciu i dopracowanej realizacyjnie rozrywki.