Recenzja krytyka · Tomasz Kożuch
W więzieniu własnego umysłu. Recenzja filmu OtherLife Bena C. Lucasa
Australijski thriller konceptualny Bena C. Lucasa dowodzi, że najciekawsza fantastyka naukowa rodzi się nie w kosztownych laboratoriach efektów specjalnych, lecz na styku naukowego idealizmu i moralnego niepokoju. "OtherLife" to kameralna, lecz niezwykle elokwentna wizja przyszłości, w której ludzki umysł staje się ostateczną pułapką.

Recenzowany film
OtherLife (2017)
Sci-Fi · Kryminał · Tajemnica · 1h 36min
Ben C. Lucas wznosi swój konceptualny thriller na fundamencie doskonale znanym miłośnikom nowoczesnego kina fantastycznonaukowego, zbliżając się wyrazistością wizji do najlepszych epizodów kultowego "Black Mirror". Główna bohaterka, genialna programistka Ren Amari, tworzy biologiczną substancję pozwalającą wgrywać bezpośrednio do mózgu skondensowane doświadczenia wirtualne. W odczuciu badanego epizod trwa dni lub tygodnie, podczas gdy zegar w świecie realnym odmierza zaledwie kilka sekund. Reżyser niezwykle sprawnie zawiązuje intrygę na styku naukowego idealizmu oraz bezwzględnego biznesowego pragmatyzmu. Lucas pewną ręką prowadzi narrację w stronę mrocznego dramatu psychologicznego, pokazując, jak szlachetna innowacja mająca leczyć traumy błyskawicznie staje się narzędziem opresji oraz potencjalnym panaceum dla wymiaru sprawiedliwości.
Od strony formalnej produkcja zachowuje godną podziwu powściągliwość, zamieniając budżetowe ograniczenia w niezaprzeczalny atut estetyczny. Reżyser wraz z operatorem kreują sterylną, wręcz klaustrofobiczną przestrzeń laboratoryjnych wnętrz, w której światło operowane jest z chirurgiczną precyzją. Zamiast epatowania cyfrowymi fajerwerkami, obiektyw kamery skupia się na ciasnych zbliżeniach twarzy, subtelnych detalach i mikroekspresjach, doskonale oddając stan psychiczny bohaterów uwięzionych w matni własnych układów nerwowych. Kluczową rolę odgrywa tu również montaż – poprzez gwałtowne cięcia i skokową manipulację czasoprzestrzenią twórcy pozwalają nam niemal fizycznie odczuć zaburzenie percepii bohaterki. Dopełnieniem tej hipnotyzującej oprawy jest powściągliwa ścieżka dźwiękowa, która niepokojącymi, pulsującymi tonami buduje atmosferę narastającej paranoi i dezorientacji.
Wielkim filarem filmu pozostaje kreacja Jessiki De Gouw, która wciela się w postać Ren z niezwykłą dojrzałością i emocjonalnym skomplikowaniem. Aktorka znakomicie wygrywa niuanse swojej roli, balansując pomiędzy naukową obsesją, tłumioną traumą z przeszłości a desperacką walką o zachowanie własnej tożsamości. Jej twarz staje się ekranem, na którym odbija się cały ciężar etycznych konsekwencji własnego odkrycia. Partnerujący jej T.J. Power jako chłodno kalkulujący wspólnik stanowi dla niej idealny kontrapunkt. Power tworzy postać pozbawioną taniej demoniczności, uosabiając po prostu bezduszne, korporacyjne myślenie zorientowane na zysk i wydajność, co czyni jego postać rynkowego pragmatyka jeszcze bardziej złowrogą.
Pod sprawnie skonstruowaną warstwą trzymającego w napięciu kryminału "OtherLife" skrywa głębokie pytania natury filozoficznej i etycznej. Film odważnie podejmuje problematykę penalizacji oraz samej idei więziennictwa XXI wieku. Lucas zmusza nas do zastanowienia się, czy zamknięcie skazanego w wirtualnej celi na kilkadziesiąt lat w ciągu paru sekund realnego czasu jest humanitarną alternatywą dla tradycyjnego systemu karnego, czy raczej wyrafinowaną, najwyższą formą psychicznej tortury. Twórca z wyczuciem bada elastyczne granice ludzkiej percepcji, stawiając celne pytanie o to, co tak naprawdę definiuje naszą rzeczywistość: obiektywne, mierzalne fakty czy subiektywne, podatne na modyfikacje wspomnienia.
Mimo licznych zalet scenariusz nie ucieka niestety przed pewnymi uproszczeniami, które stają się szczególnie widoczne w finale utworu. W trzecim akcie precyzyjnie tkana dotąd konstrukcja fabularna zaczyna zbyt mocno polegać na utartych kinowych schematach i przewidywalnych zwrotach akcji, co nieznacznie osłabia siłę rażenia wyjściowego, niezwykle świeżego konceptu. Niektóre z wątków pobocznych sprawiają wrażenie potraktowanych po macoszemu, a rwane tempo narracji w kluczowych momentach sugeruje, że twórcy nieco zbyt gwałtownie spieszyli się z domknięciem skomplikowanej intrygi.
Niezależnie od tych drobnoczasowych potknięć, dzieło Bena C. Lucasa to pozycja ze wszech miar godna polecenia entuzjastom inteligentnego kina Sci-Fi. Z pewnością docenią go widzowie poszukujący w kinie gatunkowym sprawnie poprowadzonej tajemnicy oraz pretekstu do pogłębionej dyskusji o etycznych granicach rozwoju biotechnologii, przedkładający psychologiczny realizm nad efektowne, lecz puste popisy komputerowe.