Recenzja krytyka · Tomasz Kożuch
Bezimienny mit polskiej przestępczości. Maciej Kawulski zmienia reguły gry
Maciej Kawulski, powszechnie kojarzony również z późniejszą ekranizacją "Akademii pana Kleksa", stawia niezwykle odważny krok w stronę rodzimego kina przestępczego. "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa" to nie tylko sprawnie nakreślone kino akcji, ale przede wszystkim przemyślana, emocjonalna podróż przez różnie wspominane lata PRL-u i okres transformacji. Otrzymujemy widowisko wyjątkowo dojrzałe, które od pierwszej minuty wciąga widza w sam środek brutalnego świata.

Recenzowany film
Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa (2019)
Kryminał · Akcja · 2h 20min
Maciej Kawulski udowadnia, że gatunek kina gangsterskiego w Polsce nie musi powielać utartych schematów. Umieszczając akcję w realiach PRL-u oraz kolejnych dekad, reżyser stosuje styl, który już na starcie należy określić jako wybitny i bezkompromisowy. Głównym motorem napędowym opowieści jest decyzja o pozostawieniu protagony bezimiennym. Ten prosty, lecz niezwykle skuteczny zabieg nadaje całej historii wymiar uniwersalny, wręcz mitologiczny, a zarazem pozwala uniknąć taniej sensacyjności na rzecz głębokiego portretu psychologicznego.
To, co najbardziej uderza podczas seansu, to niespotykany dotąd poziom immersji. Twórcy zbliżają nas do bohaterów w sposób absolutny. Zamiast chłodnej obserwacji z zewnątrz, widz zostaje wrzucony w sam środek relacji, napięć i dramatów. Podczas oglądania nie sposób uniknąć wrażenia osobistego uczestnictwa w przedstawianych wydarzeniach – odczuwamy lęki, dylematy i emocjonalne uniesienia razem z postaciami na ekranie. To rzadka w rodzimym kinie zdolność budowania tak silnej więzi między widzem a półświatkiem.
Ogromna w tym zasługa warstwy audiowizualnej, ze szczególnym uwzględnieniem ścieżki dźwiękowej. Muzyka w obrazie Kawulskiego nie stanowi jedynie tła, lecz staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Doskonale wyselekcjonowane utwory precyzyjnie pompują rytm kolejnych scen, budują potężne napięcie i pozwalają bez reszty zatopić się w opowiadanej historii. To właśnie synergia obrazu i dźwięku sprawia, że film bez zająknięcia można nazwać dziełem artystycznym o wysokiej kulturze realizacyjnej.
Niezwykle mocną stroną produkcji jest również gra aktorska oraz sama struktura fabularna. Reżyser serwuje opowieść niezwykle spójną, w której każdy wątek ma swoje uzasadnione miejsce. Ewentualne niedopowiedzenia nie są tu efektem niedopatrzeń scenariuszowych, lecz celowym zabiegiem artystycznym – niewyjaśnione pozostają wyłącznie te kwestie, które naturalnie takimi być powinny, pozostawiając widzowi przestrzeń do własnej interpretacji. Zespół aktorski staje na wysokości zadania, tworząc kreacje wielowymiarowe i pozbawione przerysowania.
Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki film portretuje minioną epokę. Kawulski pokazuje PRL w sposób bezkompromisowy, surowy i pozbawiony upiększeń, a jednocześnie zalewa ekran niesamowitą, uderzającą nutą nostalgii. Ta dwuznaczność nadaje całości wyjątkowy smak. Co więcej, obraz nie skupia się wyłącznie na efektownych strzelaninach czy gangsterskich porachunkach, ale w wielu momentach skłania do głębokiej refleksji nad naturą wolności, lojalności i ceną, jaką płaci się za wybór życia poza prawem.
Patrząc na całokształt – od precyzyjnie skrojonej fabuły, przez reżyserię i aktorstwo, aż po genialną oprawę dźwiękową – otrzymujemy jeden z najlepszych obrazów o losach przestępców, jaki kiedykolwiek powstał w polskim kinie. To bez wątpienia jedna z najjaśniejszych pozycji na rodzimej mapie filmowej po 2000 roku. Choć produkcja jest jeszcze zbyt młoda, by oficjalnie przyznać jej status klasyka, ma wszelkie predyspozycje, by w przyszłości stać się żelaznym punktem odniesienia dla całego gatunku.