Recenzja krytyka · Tomasz Kożuch

Znieczulenie na kinową rutynę. Gdy komedia i brutalna akcja tracą tempo

Najnowsze dzieło Dana Berka próbuje balansować na cienkiej granicy między przewidywalną konwencją kina sensacyjnego a powiewem gatunkowej świeżości. Choć produkcja Safehouse Pictures ma swoje momenty, nadmiar przerywanej humorem przemocy skutecznie spycha obiecującą historię na drugi plan. W efekcie otrzymujemy seans wyraźnie nierówny, który potrafi intrygować, by po chwili znużyć formalnym przesytem.

24 sierpnia 2026Reż. Dan BerkOcena krytyka 5.0/10
Plakat filmu Nowokaina

Recenzowany film

Nowokaina (2025)

Akcja · Komedia · Thriller · 1h 50min

W dzisiejszym pejzażu kina rozrywkowego stworzenie spójnej hybrydy akcji, komedii i thrillera wymaga od reżysera niezwykłego wyczucia tonu. Dan Berk w filmie „Nowokaina” podjął próbę przełamania utartych schematów, wprowadzając do dobrze znanej formuły lekki powiew świeżości. Producent, Safehouse Pictures, przyzwyczaił już widzów do kinowego rzemiosła na wysoki poziomie, co naturalnie podnosiło poprzeczkę oczekiwań przed seansem. Niestety, o ile sama chęć wyjścia poza skostniałe ramy gatunkowe zasługuje na uznanie, o tyle realizacja tego ambitnego zamysłu pozostawia spory niedosyt.

Głównym grzechem koncepcji zaprezentowanej przez twórców jest potraktowanie warstwy fabularnej jako ledwie dostrzegalnego tła dla bezustannych sekwencji starć. W scenariuszu tli się co prawda głębsza historia i bardziej skomplikowana intryga, jednak zostaje ona błyskawicznie przysłonięta przez ciągłą, mocno schumoryzowaną rozróbkę. Autorzy próbują grać z widzami w opowiadanie opowieści z drugim dnem, ale brak należytej uwagi poświęconej dramaturgii sprawia, że emocjonalny rdzeń filmu zostaje całkowicie zagubiony na rzecz ekranowej choreografii.

Same sceny walki to element wywołujący skrajne emocje. Z jednej strony widać tu bezsprzeczny, kinowy rozmach i realizacyjną sprawność, z drugiej – momentami stają się one na tyle brutalne i bezkompromisowe, że seans po prostu przestaje należeć do przyjemnych. Efekty specjalne w ogólnym rozrachunku prezentują się znośnie i nie rażą sztucznością, oszczędzając nam estetycznego bólu. Wyjątkiem pozostają jedynie wspomniane, nadmiernie wyeksponowane starcia fizyczne, w których przerysowanie zderza się z komediową konwencją, tworząc trudny do przełknięcia zgrzyt wizualny.

Strona dźwiękowa filmu wpisuje się w ten rzemieślniczy, lecz pozbawiony błysku obraz. Ścieżka dźwiękowa skomponowana na potrzeby spektaklu spełnia swoje podstawowe zadanie, prawidłowo ilustrując wydarzenia na ekranie, lecz próżno szukać w niej utworów wybitnych czy zapadających w pamięć po wyjściu z sali. Muzyka po prostu jest – stanowi funkcjonalne, przezroczyste tło, które ani nie podnosi tętna w kluczowych momentach, ani nie buduje autonomicznego klimatu, co przy tego typu kinie należy uznać za zmarnowany potencjał.

Największe słabości widowiska ujawniają się jednak w jego strukturze i rytmie. Próba bezustannego łączenia dynamiki filmu akcji z humorem doprowadziła do wyraźnego rozciągnięcia fabuły, co staje się szczególnie dokuczliwe w finałowym akcie. Długie, przedłużające się sekwencje starć pod koniec seansu zamiast trzymać w napięciu, wywołują znużenie i wrażenie scenariuszowego przestoju. Twórcy zapętlili się w festiwalu ekranowej przemocy, zapominając o precyzyjnym montażu, przez co cały film gubi gdzieś swoją początkową energię.

Mimo starań obsady, która próbuje nadać lekkość przerysowanym postaciom, całość pozostawia uczucie zawodu – zwłaszcza gdy pamieta się o dorobku Safehouse Pictures, po którym należy spodziewać się znacznie więcej. „Nowokaina” z pewnością znajdzie swoich entuzjastów wśród widzów poszukujących czysto formalnych eksperymentów i specyficznego połączenia brutalności z żartem. Dla wymagającego odbiorcy okaże się jednak tylko przeciętną propozycją, w której wartościowe elementy utonęły w natłoku ekranowego chaosu.

Więcej recenzji