Recenzja krytyka · Amelia Napierała

Taniec ze śmiercią na nowo. Steven Quale przywraca blask słynnej franczyzie

Po wyjątkowo rozczarowującej czwartej odsłonie popularnego cyklu wydawało się, że formuła serii uległa bezpowrotnemu wyczerpaniu. Reżyser Steven Quale udowadnia jednak, że w znanym schemacie wciąż tli się ogromny potencjał. Piąta część to nie tylko powrót do wysokiej formy, ale i zaskakująco świeże spojrzenie na pojęcie nieuchronności losu.

8 sierpnia 2026Reż. Steven QualeOcena krytyka 9.0/10
Plakat filmu Oszukać przeznaczenie 5

Recenzowany film

Oszukać przeznaczenie 5 (2011)

Horror · Tajemnica · 1h 32min

Kiedy na ekrany kin wchodziły pierwsze odsłony serii „Oszukać przeznaczenie”, widzowie otrzymali powiew świeżości w nieco skostniałym wówczas gatunku horroru. Unikalny koncept, w którym bezosobowa, nieunikniona siła stawała się głównym antagonistą, szybko zyskał status popkulturowego fenomenu. Niestety, czwarta część cyklu okazała się dużym rozczarowaniem, tracąc gdzieś po drodze dawne napięcie i precyzję. Steven Quale, stając za kamerą piątego filmu, podjął się zadania odbudowania zaufania widzów, nie rezygnując przy tym z fundamentów całej franczyzy. Reżyser wywiązał się z tego wyzwania w sposób budzący uznanie, tworząc dzieło dynamiczne, przemyślane i niezwykle angażujące.

Fabuła ponownie opiera się na dobrze znanym szkicu: cudowne ocalenie z katastrofy dzięki przerażającej wizji jednego z bohaterów natychmiast uwalnia reakcję łańcuchową. Śmierć nie znosi porządku zakłóconego przez przypadek i konsekwentnie upomina się o swoje ofiary. Największą wartością filmu pozostaje jednak to, jak twórcy potrafili ten znany schemat wypełnić nowymi, twórczymi ideami. Zamiast bezmyślnego powielania schematów dostajemy przemyślaną intrygę, która zmusza bohaterów do szukania całkowicie nowych sposobów na przerwanie śmiertelnej pętli.

Najważniejszym elementem obrazu, decydującym o jego atrakcyjności, są bez wątpienia misternie zaprojektowane sceny śmierci. Quale wykazuje się tu wręcz chirurgiczną precyzją w budowaniu ekranowego napięcia. Korzystając z najzwyklejszych, codziennych przedmiotów i z pozoru niegroźnych sytuacji, reżyser tworzy skomplikowane machiny losu, w których każdy drobiazg ma znaczenie. Widz od pierwszej do ostatniej sekundy danej sceny pozostaje w stanie pełnej czujności, próbując odgadnąć, który element otoczenia okaże się ostatecznym zapalnikiem. Pomysłowość twórców w tym zakresie potrafi autentycznie zaskoczyć i trwale zapada w pamięć.

Niezwykle istotnym i udanym zabiegiem stylistycznym jest tu wyważone połączenie klasycznego horroru z elementami czarnego humoru. Twórcy doskonale zdają sobie sprawę z konwencji, w której się poruszają, dlatego makabryczne wydarzenia doprawiają nutą ironii. Moment humorystyczny nie spłyca jednak ekranowej grozy ani nie niszczy wypracowanego klimatu niepokoju. Przeciwnie – stanowi doskonałą przeciwwagę dla rosnącego stresu, dając widzowi chwilowe wytchnienie przed kolejnym uderzeniem makabry. Dzięki temu seans pozbawiony jest monotonii, biegnąc w płynnym, doskonale rozplanowanym rytmie.

Od strony kreacji aktorskich obraz prezentuje się zróżnicowanie. Choć główna obsada sprawnie oddaje narastającą paranoję i lęk przed nieznanym, nie wszystkie postacie napisano z jednakową dbałością o detale. Część bohaterów otrzymuje wystarczająco dużo przestrzeni, by wzbudzić w widzu autentyczną sympatię i współczucie, podczas gdy inni funkcjonują jedynie jako niezbędne rekwizyty w śmiertelnej wyliczance. Ten drobny niedosyt w sferze budowania portretów psychologicznych jest jednak skutecznie maskowany przez szybkie tempo akcji i sprawną reżyserię.

Pod warstwą czysto rozrywkową film nieustannie przypomina o nadrzędnej idei całej serii: przed przeznaczeniem nie da się uciec. To gorzkie, fatalistyczne przesłanie wybrzmiewa w piątej części wyjątkowo dobitnie. Próby przechytrzenia absolutnego porządku świata przez bohaterów ukazują ludzką bezradność wobec bezwzględnych praw natury. Sprawna realizacja sprawia, że ta prosta filozoficzna koncepcja wciąż działa na wyobraźnię i trzyma w napięciu aż do samego końca.

Mimo że produkcja wciąż bezwzględnie opiera się na znanej od lat strukturze i miewa słabsze momenty w prowadzeniu niektórych wątków, stanowi doskonały przykład na to, jak zrehabilitować słabującą markę. Steven Quale udowodnił, że znany schemat w rękach sprawnego rzemieślnika wciąż potrafi dostarczyć jakościowej rozrywki. Film można z czystym sumieniem polecić wszystkim miłośnikom serii oraz fanom horrorów poszukujących pomysłowych, nieprzewidywalnych konstrukcji fabularnych.

Więcej recenzji