Recenzja krytyka · Amelia Napierała
Magiczny pilot i gorzka cena sukcesu. Recenzja filmu Klik: I robisz, co chcesz
W wydaniu Franka Coraciego niepozorna komedia z elementami fantasy przeobraża się w zaskakująco dojrzały komediodramat o nieuchronnym upływie czasu. Opowieść o architekcie zdobywającym władzę nad własną codziennością za pomocą niezwykłego pilota okazuje się uniwersalną przestrogą przed przedkładaniem kariery nad rodzinę. To kino, które potrafi bez trudu rozbawić do łez, by po chwili zostawić widza z głębokim ściskiem w gardle.

Recenzowany film
Klik: I robisz, co chcesz (2006)
Komedia · Dramat · Fantasy · 1h 47min
Frank Coraci, powracając w 2006 roku do współpracy z Adamem Sandlerem, zaproponował widzom obraz wykraczający daleko poza ramy klasycznej, hollywoodzkiej komedii. „Klik: I robisz, co chcesz” od pierwszych minut buduje intrygujący pomysł wyjściowy, wyważając rozrywkowy ton z rosnącą stopniowo ciężkością gatunkową. Reżyseria Coraciego zasługuje na uznanie za niezwykle sprawne operowanie tempem opowieści. Narracja rozwija się w sposób płynny i naturalny, dzięki czemu produkcja ani przez chwilę nie nuży, a sekwencja po sekwencji konsekwentnie prowadzi do kulminacyjnego, emocjonującego finału.
Od strony realizacyjnej film opiera się na wyważonym stosowaniu efektów specjalnych, które nie dominują nad opowieścią, lecz harmonijnie współgrają z fantastycznym charakterem historii. Wizualne manipulacje czasem stanowią estetyczny fundament obrazu i doskonale służą wzmocnieniu ekranowej metafory. Równie istotną rolę odgrywa tu oprawa dźwiękowa. Muzyka bezbłędnie punktuje dynamiczne zwroty akcji, budując lekki nastrój w sekwencjach humorystycznych oraz potęgując dramatyzm w momentach wymagających od widza większego skupienia i wzruszenia.
Filarem całej konstrukcji pozostaje bez wątpienia kreacja aktorska Adama Sandlera. Aktor udowadnia tu szeroki wachlarz swoich możliwości, bez wysiłku przechodząc od charakterystycznej ekspresji komediowej do przejmujących scen dramatycznych. Jego bohater – zapracowany architekt uwikłany w pogoń za zawodowym sukcesem – przechodzi na ekranie niezwykle wiarygodną ewolucję. Sandler pozwala widzowi współodczuwać pełen zestaw emocji: od początkowej euforii i nadziei, przez rosnącą bezradność, aż po głęboki smutek. Ta autentyczność sprawia, że w losy postaci angażujemy się bez reszty.
Największym atutem obrazu jest jednak przemyślany scenariusz, który przekształca prosty gadżet w uniwersalną opowieść o miłości, rodzinie i bolesnym przemijaniu. Film stawia bezlitosną diagnozę współczesnemu człowiekowi, który w pogoni za awansem próbuje drogą na skróty uniknąć życiowych trudności i przykrych obowiązków. Użycie pilota do sterowania losem staje się metaforą zatracenia tego, co najważniejsze. Płynąca z filmu piękna i mądra puenta przypomina, że żadne osiągnięcia zawodowe nie są w stanie zrekompensować utraconych chwil z bliskimi.
Szukając słabszych stron tej produkcji, można wskazać jedynie na sporadycznie pojawiające się żarty, które dla wprawnego odbiorcy mogą wydać się nieco przewidywalne. Są to jednak wyłącznie drobne potknięcia konwencji, które w żaden sposób nie zaburzają przemyślanej struktury całego dzieła ani nie wpływają negatywnie na emocjonalny odbiór zaprezentowanej historii.
Przenikanie się humoru z przejmującym dramatem tworzy dzieło kompletne, które trafia do odbiorców niezależnie od wieku. To produkcja o uniwersalnym wydźwięku, stanowiąca doskonałą propozycję na wspólny, rodzinny seans. Film Coraciego potrafi rozbawić, wzruszyć i przede wszystkim zostawić nas z dojrzałą refleksją nad własnym życiem oraz hierarchią wartości.