Recenzja krytyka · Tomasz Kożuch
Powrót do krainy wrażliwości. Oceniamy ekranizację Małego Księcia
Przeniesienie na ekran legendarnej powieści Antoine’a de Saint-Exupéry’ego to zadanie wymagające ogromnej odwagi i artystycznego wyczucia. Reżyser Mark Osborne podjął to wyzwanie, tworząc obraz, który przenosi nas ze zwykłego, uporządkowanego świata wprost do magicznego uniwersum tytułowego bohatera. Powstała animacja, która mimo pewnych potknięć w finale, stanowi niezwykle wartościową propozycję dla widzów w każdym wieku.

Recenzowany film
Mały Książę (2015)
Przygodowy · Animacja · Fantasy · 1h 46min
Przeniesienie tak wybitnego i ponadczasowego dzieła literackiego z kart papieru na ekran kinowy od początku jawiło się jako przedsięwzięcie obarczone sporym ryzykiem. Powieść Saint-Exupéry’ego zna niemal każdy, a jej uniwersalizm sprawia, że oceniać ją w kategoriach prostego tekstu po prostu nie sposób. Reżyser Mark Osborne znalazł jednak akceptowalny i pomysłowy sposób na przedstawienie tej znanej historii. Wprowadzając wątek nietuzinkowego starca, który przełamuje rutynę codzienności małej dziewczynki, twórcy budują pomost między prozaiczną rzeczywistością a krainą Małego Księcia, zachowując przy tym właściwy charakter oryginału.
Od strony formalnej produkcja prezentuje się solidnie. Zastosowana stylistyka animacji, choć może nie nosi znamion formy absolutnie wybitnej, jest w zupełności poprawna i idealnie dopasowana do specyfiki tego opowiadania. Wykonano ją w sposób niezwykle staranny, dzięki czemu zwykły widz nie dostrzeże tu żadnych technicznych niedociągnięć czy błędów. Równie istotną rolę w budowaniu klimatu odgrywa ścieżka dźwiękowa, która stoi na bardzo dobrym poziomie, świetnie współgrając z emocjonalną warstwą obrazu i nadając poszczególnym scenom odpowiedni ciężar gatunkowy.
Na uznanie zasługuje również sposób poprowadzenia postaci i całościowy pomysł na zaprezentowanie opowieści. Choć ramowa fabuła opiera się na prostych założeniach, w miarę seansu ujawnia głębsze pokłady znaczeniowe. Twórcy wpletli w film wiele subtelnych nawiązań i drobnych akcentów, które wymagają od odbiorcy dużej uwagi i skupienia. Wszystkie te elementy zostały jednak wyważone z wyczuciem, aby nie zdradzać kluczowych zwrotów akcji i pozwolić widzowi na samodzielne odkrywanie kolejnych warstw tej opowieści.
Główna siła dzieła tkwi jednak w jego warstwie znaczeniowej. Podobnie jak książkowy oryginał, film jest pozycją, po którą bez problemu mogą sięgnąć zarówno dzieci, jak i dorośli. Co niezwykłe, z tej z pozoru prostej bajki to właśnie dojrzały widz jest w stanie wynieść najwięcej. Animacja w brutalny wręcz sposób ukazuje beznadziejność i bezsensowność schematycznej dorosłości, z której wyżarto całą spontaniczność, wyobraźnię i radość z zabawy. To surowa diagnoza współczesnego świata nastawionego na rutynę.
Jedyną poważniejszą uwagą pod adresem produkcji pozostaje dynamika całej historii w jej drugiej połowie. Im bliżej końca filmu, tym wyraźniejsze staje się wrażenie, że cała opowieść stopniowo traci swoje pierwotne tempo. Pojawia się odczucie, jakby z każdym kolejnym minutami projekt stawał się mniej wciągający, a sami twórcy włożyli w finałowe sekwencje nieco mniej serca i pracy niż w zachwycający początek. Zjawisko to obniża nieco ostateczną dynamikę seansu, choć nie przekreśla całego trudu włożonego w tę adaptację.
Ostatecznie Mały Książę w reżyserii Marka Osborne’a to propozycja niezwykle uniwersalna, skierowana do każdego, kto pragnie na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu. Film zachęca do głębokiej refleksji i przypomina o wartościach, które zbyt łatwo gubimy wraz z upływem lat. To udane przeniesienie klasyki na ekran, które mimo pewnego spadku formy w ostatnim akcie, pozostaje dziełem wartościowym i godnym polecenia.